Grawitacja? Dziękuję, wolę iluzję lewitacji

This film image released by Warner Bros. Pictures shows a scene from "Gravity." (AP Photo/Warner Bros. Pictures) ORG XMIT: NYET123

This film image released by Warner Bros. Pictures shows a scene from “Gravity.” (AP Photo/Warner Bros. Pictures) ORG XMIT: NYET123

Coś mnie powstrzymywało przed tym filmem, ale przy okazji ostatnich Oskarów postanowiłem go zobaczyć z uwagi na jednego człowieka z listy twórców tego filmu. To Emmanuel Lubezki Morgenstern (1964) – autor zdjęć uznawany już dziś za jednego z największych operatorów w historii kina! Osiem nominacji do Oskara, a trzy nagrody uzyskane (i to z rzędu!), za: Zjawę (2016), Birdmana (2015) i właśnie Grawitację (2014). Współpracował z wieloma znanymi reżyserami, ale dwóch z nich – Alejandro González Iñárritu i Alfonso Cuarón – współtworzyło z nim oskarowe sukcesy. Z Alfonso Cuarón studiowali razem w Narodowym Autonomicznym Uniwersytecie w Meksyku i zrobili kilka świetnie przyjętych filmów.

Co to znaczy być wielkim operatorem?

To znaczy to samo, co być wielkim w innej dziedzinie – zrobić coś tak, jak inni tego wcześniej nie zrobili, a potem to naśladują uznając za standard, a co lepsi nawet później rozwijają. Wydaje mi się, że inni operatorzy oglądając jego zdjęcia osiągają taki stan jak Eric Clapton i inni wybitni gitarzyści słuchając w londyńskiej knajpce Jimiego Hendrixa – magia, niedowierzanie, podziw i chęć szukania nowych form wyrazu. Technika jest tu tylko dodatkiem do urzeczywistnienia dzieła, ale forma to właśnie środek wyrazu twórczości.

Emmanuel-Lubezki

http://nofilmschool.com/sites/default/files/styles/facebook/public/uploads/2013/10/Emmanuel-Lubezki.jpg?itok=FQiE7E1O

W „Grawitacji” tylko kamera jest stabilna, ale jednocześnie przelatuje, patrzy i podpatruje grozę nieważkości w detalu i bezkresie nieskończonej przestrzeni. Iluzja osiąga tu stan idealny – jesteśmy świadomi niezbędności efektów animacji komputerowych, ale ich nie widać, choćby nie wiem jak wpatrywać się w ekran!

W „Birdmanie” z kolei opowieść przeplatająca świat sceny i filmu ukazana jest w iluzji ciągłości. Wydaje się, że nie ma cięć… Ale one tam są i tak zgrabnie towarzyszą opowieści, że pozostaje się w przekonaniu jej nieprzerywana skrótami obrazowymi i ingerencjami obserwatora. Jak on to zrobił? No i ten bębenek jako muzyka całego filmu..!

„Zjawę” filmował Lubezki jeszcze inaczej. Efekt daje widzowi wrażenie uczestniczenia w grozie przerażających ataków Indian, bezwzględnego żywiołu i okrutnych łupieżców. Mistrzostwo wyciągania z tła przy naturalnym świetle, a jednocześnie zbliżenia na wysokości twarzy i para z oddechu bohaterów na ekranie. To działa niezwykle mocno i dopełnia emocjonalnie odbiór opowieści.

Ale wracając do „Grawitacji”… Rozumiem i podzielam zachwyty nad obrazami, ale reszta filmu..? Para aktorska tak zużyta innymi filmami, że dla mnie była trudna do strawienia. Dialogi – dla gimnazjalistów, do tego obrażające kobiety, bo cóż ona mogła zrobić za sterami pozostawiona sama sobie? Przecież oblewała zawsze manewry na symulatorze..! To jak się tam znalazła i po co, chciałoby się zapytać? „Harry Potter i więzień Azkabanu”, reżyserowany także przez Alfonso Cuarón miał na pewno lepszy scenariusz… Dziękuję za „Grawitację”, ale wolę lewitację obrazu!

PS. Czy wiesz Drogi Czytelniku, że reżyser „Birdmana” i „Zjawy” – Alejandro González Iñárritu – studiował reżyserię u polskiego reżysera Ludwika Margulesa (1933-2006) w Meksyku?

1 komentarz do “Grawitacja? Dziękuję, wolę iluzję lewitacji

  1. Ja także obejrzałem ten (średni) film wyłącznie dla Lubezkiego. Podobnie zresztą jest w przypadku “Zjawy”, która jest filmem dość nużącym. Natomiast zdjęcia są fenomenalne. Ostatnio na ekrany wszedł niemiecki film Victoria (jeszcze nie zdążyłem obejrzeć), nakręcony podobno rzeczywiście bez żadnych cięć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *