Sat-Okh. Taniec z faktami

Recenzja książki:
Dariusz Rosiak, Biało-czerwony. Tajemnica Sat-Okha, Wyd. Czarne, Wołowiec 2017


Zwykle polecam książkę z głębokim przekonaniem, że warto ją przeczytać. To przekonanie opieram nie tylko na treści i formie, ale i tym, co z niej wynoszę jako czytelnik? Tym razem jest inaczej! Polecam książkę, ale nie zgadzam się z nią i nie przyjmuję jej treści.

Pokolenie Harrego Pottera wierzy w czary, ale odróżnia mugoli od czarodziejów. Poprzednicy – miłośnicy „Gwiezdnych wojen” – w siłę „dobrej strony mocy”! Ja wierzyłem w Indian i, poniekąd, ciągle czuję się jednym z nich! Wszystkie te postawy dzielą nieistotne drobiazgi, ale łączy dziecięca wiara w zwycięstwo dobra nad złem.

Dlatego niepomny ostrzeżeń internetowych sięgnąłem po książkę Dariusza Rosiaka, żeby nasycić ciekawość kolejnych informacji o wielkim Stanisławie Supłatowiczu (Sat-Okh). Czytałem jego książki, znałem z programów telewizji dla dzieci i młodzieży. Jak wielu podziwiałem za to, co przeżył, czego dokonał i jak umiał własnym przykładem stawać się wzorcem do naśladowania. W katalogu podstawowych wartości Indianina były: szacunek dla kobiet i starszych, odpowiedzialność, odwaga, sprawiedliwość i umiłowanie wolności, ale także szacunek dla zwierząt i roślin…

Dawno temu

Dawno, dawno temu zwiedzałem muzeum Indian w Wymysłowie pod Tucholą. Oglądając bogatą ekspozycję zatrzymałem się przy skalpach ułożonych porządnie między strojami a narzędziami życia codziennego. Podszedł wtedy do mnie kurator wystawy i zapytał:

— Czyje to są skalpy? Właściwie nie czekał na moją odpowiedź.
To są skalpy Indian – pomyślałem!
— Proszę pana, powiedział do mnie. Te skalpy mają długie i czarne włosy.
Indianie sobie nie zdejmowali skalpów.

Dokładnie pamiętam tą odpowiedź i jej filozofię zna chyba każdy, kto nie brał na poważnie amerykańskich westernów z Johnem Waynem i jemu podobnymi.
Na przeciwnym biegunie były powieści Karola Maya i ich ekranizacje w chorwackich pejzażach z dialogami w oryginalnej wersji językowej w języku niemieckim. Nie było łatwo, kiedy Winnetou mówił do Old Shatterhanda: „Hände hoch”!

Legenda Sat-Okha

Autor przypomina legendę Sat-Okha (Długie Pióro) (ok. 1920 – 2003) i poddaje ją śledczej weryfikacji.

Stanisława Supłatowicz – Jego matka – udała się na zesłanie za swoim mężem, skazanym za działalność antyrosyjską. Po jego śmierci uciekła w niewielkiej grupie przy pomocy Czukczów przez Cieśninę Beringa na Alaskę.

Wycieńczonych odnalazła grupa Indian z plemienia Szawanezów. Została żoną wodza (Wysoki Orzeł) i powiła mu troje dzieci – Sat-Okh był drugim synem. Synowie wychowywali się z mężczyznami, co tłumaczy dlaczego Sat nie znał języka swojej matki. Kiedy przypadkiem matka dowiedziała się o wolnej Polsce postanowiła odwiedzić kraj i rodzinę. Wyposażona przez wodza (2. męża) przybyła do Polski. Z majątku rodzinnego nic już dla niej nie zostało, więc żeby utrzymać siebie i syna podjęła najprostsze prace, a Sat zaczął chodzić do szkoły jako Stanisław Supłatowicz (nazwisko po 1. mężu). Niebawem jednak na Polskę napadła III Rzesza. Sat walczył w AK (pseudonim „Kozak”), uciekł z transportu do Oświęcimia, odniósł rany w boju, był znakomitym tropicielem i bezwględnym wojownikiem.

Po wojnie osiedlił się na Wybrzeżu. Krótko był wojskowym (marynarka wojenna), by ostatecznie zostać pracownikiem marynarki handlowej. Pływał przez wiele lat, często odwiedzając Kanadę i USA. Pisał książki, które tłumaczono na wiele języków, był bardzo popularny w Polsce i ZSRR, zainicjował Polski Ruch Przyjaciół Indian. Z najbardziej znanych, także jako lektury szkolne, wymienię choćby: Ziemia słonych skałBiały mustang. [Więcej informacji m.in].

Śledztwo

To staranne dziennikarskie śledztwo czyta się jak szwedzki kryminał. Momenty grozy, dramaty starannie wkomponowane w narrację, liczne potwierdzenia źródłowe w dokumentach i wywiadach, sprawiają że przy niektórych fragmentach bałem się czytać dalej. Czego się bałem?

Bałem się wzmagającego napięcia okrutnego i powolnego zdzierania skalpu z legendy! To aż bolało, kiedy czytałem, jakim Sat-Okh był złym ojcem, że jego indiańska siostra w rzeczywistości była białą Amerykanką z Florydy, a poczytne książki pisali „ghost writerzy”. To tylko pojedyncze nacięcia, a jest ich dużo więcej..!

Legenda nie kieruje się kryterium prawdy i fałszu. Działa też inaczej niż mitologizacja świata, która steruje odbiorcą wyposażając go w różowe okulary. Legenda zawsze działa na swoich odbiorców pozytywnie, nic nie kosztuje, a jej smak wzbogaca ich życie w odróżnieniu od mitu, który prędzej czy później wystawia rachunek debetu życiowego. Sat-Okh działał na innych inspirująco, wzbogacał duchowo, stawiał ponad banałem z głową dumnie podniesioną.

Nie posądzam autora o złą wolę, przeciwnie nawet! Ta świetna robota dziennikarska wychodzi poza zimne rzemiosło śledcze, szczególnie wobec wskazanych czytelnikowi braków źródeł syberyjskich i kanadyjskich. Autor szuka różnych uzasadnień psychoanalitycznych i złożoności historycznych wydarzeń – II wojny, PRL-u i ZSRR itp. – dla samokreacji Sat-Okha. Nie wierzy!

„Sat-Okh, dziecko wojny przerażone rozpadem świata, wymyślił sobie rzeczywistość, w której zamiast krwawego chaosu panował idealny porządek, a to, co naturalne, stapiało się z tym, co nadprzyrodzone. Jego życie było triumfem wyobraźni spragnionej dobra, niezgodą na męczarnię współczesności”. (s. 255)

Jednak bez tych źródeł syberyjskich i plemiennych, nawet tak dobre rzemiosło pozostanie tylko przypuszczeniem sugestywnie działającym na tych, którzy nie są Indianami, nigdy nie byli i nie będą.

I co z tego?

Dlaczego więc polecam książkę mimo niechęci do niej? Bo to dobra robota, z której wiele można się nauczyć o praktyce dziennikarstwa śledczego, w tym także o konfrontacji legendy ze źródłami. Nawet niedosyt działa w niej inspirująco. I nie miałbym do autora większych pretensji, gdyby nie to, że jedną z najistotniejszych uwag uznał za marginalną nie przydając jej w konkluzji książki żadnego znaczenia:

„Nie musisz być Indianinem z krwi, by mieć dostęp do Prawdy. To, kim był Sat z urodzenia, dla mnie nie miało znaczenia” (opowieść Mohawka, Stuarta, s. 231).

Zdjęcia:
1) ilustracja z książki (s. 218) przedstawiająca Sata na pokładzie Batorego (prawdopodobnie),
2) fot. Daniel Pach (http://www.empressmotion.pl/news/450/15/Tanczacy-z-Indianami-czyli-o-ponadatalntyckiej-przyjazni)
3) okładka, Wydawnictwo Czarna owca

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *